08 czerwiec-29 czerwiec 2026r.

Po 12h lądujemy w Tokio Narita, cudowne uczucie rozprostować nogi, powietrze jest ciepłe i mimo godziny 19tej jest już ciemno. Ruszamy dalej do naszego pierwszego wynajętego domu na czas zwiedzania stolicy.

Po pysznym polsko-japońskim (jajecznica z grzybkami shitake, miso, sałatka) śniadanku ruszamy zwiedzać Tokio. Poruszanie się po tym niezwykle uporządkowanym mieście jest jak podróż po obcej planecie. To miasto ma tyle mieszkańców co cała Polska. Jest tu mieszanka wszystkiego, świecących bilbordów i nowoczesności, biznesu, tradycji i różnorodnych smaków. Ciesze się, że mogłam tego doświadczyć, ale tyle mi wystarczy w Centrum (Akihabara, Shibuya, Shinjuku) 🙂

Naszym celem dzisiaj jest Kamakura i wielki posąg Buddy, ale to nie jedyne co Nas czeka

Przenosimy się do Kioto, po drodze odwiedzamy plantację herbaty, Fudżi na pokazało Nam się na chwilkę nieśmiało 🙂 

Uroki Kioto –  jedno z największych skupisk zabytków UNESCO na świecie. Ma ich aż 17!

Nara – to dzień świątyni z Wielkim Buddą i jednym z największych drewnianych budynków świata, przeplatający się z ogromem jelonków domagających się Twojej uwagi, a szczególnie jedzenia 🙂 i słynny Fushimi Inara Taisha – tysiące czerwonych bram tori.

KIOTO – piękna świątynia Czystej Wody z źródełkami i drewnianym tarasem wzniesionym bez użycia ani jednego gwoździa; jeden z największych dzwonów bonsho w Japonii w świątyni Chion-in oraz piękna świątynia Srebrna, która nigdy nie doczekała się pokrycia srebrem.

Coraz bliżej upragnionego przez Nas klasztoru Bukkoku-ji, dzisiaj dzień nad Morzem Japońskim, niesamowite miasteczko Ine oglądane również od strony morza, kąpiel i relaks na pisaku z małymi krabami 🙂

Kolejne dni to nasze „mnisie” życie, wchodzimy do klasztoru Bukkoku-ji na ich zasadach funkcjonowania, tak samo śpimy, jemy, pracujemy, medytujemy 

Doświadczenia, które nie potrzebują słów … trochę smutno się robi, że trzeba już to miejsce opuścić, wielu z Nas ma nadzieję powrócić na dłużej … jedziemy niedaleko, żeby wcześnie rano móc wstać na ceremonię w świątyni Eihej-ji (taki Zenowski Watykan ;)) 

PS Uchwycone okiem Gosi 🙂

I dalej w drogę, czas pomału zatoczyć krąg … dzisiaj jeszcze skansen i rozkoszny onsen, a śpimy w ryokanie.

Poranek z niedźwiedziem 🙂 zamek Matsumoto – Zamek Czarnego Kruka i obłędnie przepiękna światynia w skale Nunobiki Kannon-do.

NIKKO – w świątyni uczestniczyliśmy w niesamowitym obrzędzie ognia, często w takich miejscach nagrywanie i zdjęcia są zabronione. To było jak taniec szamana, dźwięki i ogień, hipnotyzujące. W samym Nikko jedliśmy regionalną potrawę yuba tofu, to było coś przepysznego, pewnie dlatego nikt nie zrobił zdjęcia 🙂

Oku-Nikko – tutaj się oddzielamy od grupy. Część z Nas wraca już do domu, ja zostaję jeszcze kilka dni pobyć jeszcze w naturze w Narodowym Parku Nikko.

Koło się zatoczyło, wracamy do Tokio by na następny dzień polecieć do domu … Jeszcze jedno doświadczenie spania w kapsułowym hotelu, ostatnie onigiri, ostatnie zakupy i pora deszczowa … pada, pada a jednocześnie jest ciepło, ciut duszno, dla mnie przyjemnie. Jest niedziela ruch w Tokio mniejszy, ludzie uprawiają sporty, wychodzą do parków i trochę szaleństwa w sklepach.

Te dni spędzone w Japonii były jak marzenie, którego nie zdążyłam sobie wymarzyć, otrzymałam o wiele więcej niż się spodziewałam i wracam odmieniona – ze spokojną głową i napełnionym sercem …